|
Jako nauczycielka - średnio. Staroświeckie podejście (prasówki musiały być z gazet, nie z internetu - błagam, ale mamy XXI wiek), jedna racja była słuszną racją.
Jako dyrektor - zero kontaktu z uczniami i hierarchia (ona-dyrektor, ty-uczeń), moje główne zarzuty. Wszystko najlepiej przeczekać, zostawić, się ułoży. Bardzo bierna, jedyna aktywność w jaką angażowała szkołę to chodzenie do kościoła, na pogrzeby/cmentarze i chyba raz byliśmy w jakimś nudnym teatrze (po 30min 75% wyszła z sali - nauczyciele również).
|